Na moralność przyjdzie czas

Zgodnie z podanymi przez Komisję Europejską danymi, zamówienia publiczne stanowią 19% PKB Unii Europejskiej, co równa się kwocie dwóch bilionów euro rocznie. W Polsce ich wartość w ostatnich kilku latach wyniosła od 8% do 13% PKB – choć wskaźnik znacząco wzrósł po przystąpieniu do Wspólnoty, zawsze może, i powinno, być jeszcze lepiej. Statystyki dotyczące zamówień publicznych w państwach członkowskich unaoczniają ich duże znaczenie dla europejskiej gospodarki. Realizując ideę zrównoważonego rozwoju, publiczne pieniądze wydawane za pośrednictwem zamówień mogą istotnie przyczynić się do rozwiązywania problemów związanych z interesami społecznymi czy ochroną środowiska – temu właśnie służyć mają zrównoważone zamówienia publiczne (ZZP).

Na własną odpowiedzialność


Choć korzystanie z ZZP nie jest właściwie usankcjonowanie prawnie, tego rodzaju zamówienia mocno promuje w Unii Komisja Europejska, w Polsce zaś Rada Ministrów oraz Urząd Zamówień Publicznych. Zalecenia dotyczące stosowania ZZP znajdują się w strategicznych dokumentach dotyczących rozwoju naszego kraju, by wymienić choćby „Strategię Bezpieczeństwo Energetyczne i Środowisko – perspektywa do 2020 roku” czy „Strategię Rozwoju Kapitału Społecznego”. Krajowy Plan Działań opracowany przez Urząd Zamówień Publicznych zakłada, że do końca bieżącego roku poziom tak zwanych zielonych zamówień, czyli tych wpływających na poprawę jakości środowiska, wzrośnie do 20%, zaś zamówienia zawierające klauzule społeczne stanowić będą 10% wszystkich ogłaszanych przetargów publicznych.

W krajach Europy Zachodniej oraz w Norwegii ZZP stanowią integralny element konsekwentnie realizowanej polityki zrównoważonego rozwoju. Do kwestii zamówień zielonych i zawierających klauzule społeczne podchodzi się w sposób kompleksowy i globalny, przykładowo, biorąc pod uwagę cały cykl produkcji zamawianych za pieniądze publiczne towarów oraz ich łańcuchy dostaw. Istotny jest tutaj nie tylko kontekst środowiskowy, ale choćby warunki pracy ludzi biorących w tym procesie udział.

Władze Kopenhagi założyły, że do 2025 roku ich miasto zostanie pierwszą na świecie stolicą neutralną pod względem emisji CO2 do atmosfery. Aby zrealizować ten cel, przygotowano plan obejmujący ponad pięćdziesiąt projektów korzystających właśnie z ZZP. Przyjęto zatem na przykład, że miasto kupować będzie jedynie te autobusy, które spełniają wyśrubowane normy emisji spalin, nowe budynki powstawać mogą wyłącznie w technologii energooszczędnej, a parkometry musi zasilać energia słoneczna.

Równowaga to podstawa

Polscy urzędnicy mają dosyć dużą swobodę w stosowaniu klauzul środowiskowych i społecznych w przetargach publicznych – skutkuje to tym, że zrównoważone zamówienia publiczne ogłaszane są, wydaje się, bez większego planu, w zależności od woli osób koordynujących poszczególne postępowania. Wciąż brakuje tutaj, nomen omen, równowagi. Nie przypominam sobie, żeby klauzule pojawiały się w zamówieniach na rynku badawczo-konsultingowym – zwykle dotyczą one po prostu branży budowlanej i sektora produkcyjnego (zielone zamówienia publiczne) czy usług z zakresu utrzymania czystości bądź ochrony fizycznej osób i mienia (społecznie odpowiedzialne zamówienia publiczne).

Koncentrując się na ZZP zawierających klauzule społeczne, uważam, że kluczem do ich powodzenia, czyli zwiększenia udziału tego typu zamówień w ogóle ogłaszanych w Polsce przetargów publicznych i przyniesienia realnych korzyści w kategorii, choćby, polityki społecznej, jest zdobycie rzetelnych informacji – przeprowadzenie audytów i konsultacji – oraz zrezygnowanie z kryterium 100% ceny. Nie ulega bowiem wątpliwości, że klauzule są konieczne i jest to przyszłość zamówień publicznych, dopóki jednak, jak w trwającym u nas obecnie okresie przejściowym, to cena decyduje o wygranej, inaczej niż w postępowaniach krajów Europy Zachodniej, pojawia się spory problem. Znam przypadek, kiedy przez zastosowanie klauzuli dotyczącej formy zatrudnienia, osoby zaangażowane w realizację zamówienia były na tym faktycznie stratne. Kiedy bowiem liczy się przede wszystkim koszt oferty, a wymagane jest zawarcie z pracownikami umowy o pracę, nie sposób zapewnić im stawek atrakcyjnych na tyle, jak w przypadku zwykłych zleceń. Zabrakło też tutaj konsultacji z grupą bezpośrednio zainteresowaną – czy zastosowanie takich, a nie innych klauzul społecznych jest dla nich rzeczywiście korzystne, czy takie są ich oczekiwania?

Jestem zdecydowanym zwolennikiem idei zrównoważonego rozwoju i chciałbym, żeby zrównoważone zamówienia publiczne faktycznie wpływały na kondycję gospodarki i społeczeństwa w naszym kraju. Warto jednak pamiętać o tym, że wykorzystywane w przetargach klauzule służyć mają czemuś więcej niż korzyściom wizerunkowym. Parafrazując słowa z „Opery za trzy grosze” Brechta, pozwolę sobie zakończyć ten wywód sentencją: „Dajcie nam jeść, na moralność przyjdzie czas”.
Trwa ładowanie komentarzy...